Start CZYTELNIA ekspert radzi Natchnienie i wypocenie
Drukuj

Natchnienie i wypocenie

Piotr Wojciechowski

ilustracja do artykułu z miesięcznika Marketing w Praktyce

To przez stereotypy kreatywność postrzegana jest jako coś dziecinnego i mało poważnego. Jako coś, czemu wielki i mały biznes nie poświęca uwagi, bo przecież my tu robimy poważne rzeczy. I nie jesteśmy już dziećmi.

 

To właśnie przez nie rudy jest zazwyczaj złośliwy, polityk nigdy nie mówi prawdy, a blondynka jest głównie atrakcyjna. To także przez stereotypy postrzegamy kreatywność jako kompetencję zastrzeżoną jedynie dla wybranych pracowników agencji reklamowych, którzy siedzą w swoich kolorowych biurach i rzucają pomysłami.

Jakie jeszcze stereotypy dotyczą kreatywności? Przede wszystkim ten o samotnych geniuszach mających momenty „eureka!”, kiedy to nagle wpadają na ten jeden, najlepszy i najbardziej wyjątkowy pomysł. Poza tym często słyszę, że tylko eksperci w danej dziedzinie są w stanie zaproponować wartościowe rozwiązania.

Co więcej? Przekonanie, że kreatywność to dar, którym obdarzeni są nieliczni, a ja nie mam pomysłów i nie jestem kreatywny. Do tego jeszcze pewność, że w związku z tym nie da się kreatywności trenować. I nieśmiertelne „u nas się nie da”, „u nas to nie wyjdzie” i wszystkie inne odmiany „nie da się” i „nie warto”.

Te przykłady z pewnością nie wyczerpują wszystkich opcji, ale to właśnie ich obaleniem się zajmiemy.

Nawet samotni geniusze potrzebują zespołu

Burza rozwichrzonych włosów na głowie, lekko błędne spojrzenie, kompletne oderwanie od rzeczywistości, garaż albo inne odludne miejsce, eksperymenty i czarne koty. To nasze stereotypowe postrzeganie wynalazcy – geniusza, w głowie którego rodzą się, jeden za drugim, wyjątkowe idee.

Często mówimy o geniuszach, którzy w jakiś sposób zmienili świat. Steve Jobs dał nam iPada czy iPhona. Walt Disney stworzył nową kategorię rozrywki. Richard Branson zbudował imperium, zaczynając od jednego sklepu z płytami, a Thomas Edisson opracował żarówkę.

Z pewnością nie można im odmówić godnej podziwu charyzmy, wizji, pomysłów, uporu i determinacji w dążeniu do celu. Ale jeśli lepiej przyjrzymy się ich biografiom, to zdamy sobie sprawę z jednego, bardzo ważnego faktu. Że żaden z nich nie pracował sam. Nawet jeśli sam tworzył pierwsze koncepty, to aby mogły one stać się rzeczywistością, każdy z nich potrzebował ludzi. I to często bardzo wielu.

Bez ludzi bowiem nie byłoby szansy na wprowadzenie tych pomysłów w życie. Weźmy przypadek Walta Disneya. Gdy czytałem jego biografię, wielokrotnie przechodziły mnie ciarki. To był niesamowity człowiek. I bez niego nie byłoby wielu rzeczy, które są dla nas dziś oczywiste. Jednak nie byłoby ich także, gdyby nie jego brat, który cały ten biznes trzymał w ryzach i zajmował się tym, do czego geniusz Walt nie miał już głowy. Bez tego wsparcia, niezależnie od niesamowitej wizji Walta, nie byłoby m.in. Disneylandu.

Przykłady obalają (przynajmniej częściowo) stereotyp samotnego geniusza. To dlatego, że nawet największe umysły potrzebują zespołu, aby swoje wizje faktycznie realizować i wprowadzać w życie.

Eureka! Czyli natchnienie i wypocenie?

Jakkolwiek romantyczna wizja tej jednej chwili, w której twój czysty i niezmącony dotychczas umysł wykazuje się 100 proc. jasnością i pewnością, że właśnie wpadłeś na ten jeden, najlepszy na świecie pomysł, jest powszechna, to kłopot z nią jest taki, że jest ona nieprawdziwa.

Doskonałe pomysły, jeśli nawet pojawiają się nagle, są wypadkową wielu wcześniejszych rzeczy, zdarzeń i doświadczeń. Są także efektem determinacji, próbowania, testowania i dochodzenia do tego, co działa, a co nie. Doskonałe pomysły biorą się z ciężkiej pracy. Mówią o tym m.in. słowa Thomasa Edisona: „Geniusz to wynik 1 procentu natchnienia i 99 procent wypocenia”.

Mówił o tym także m.in. Steve Jobs podczas swojej przemowy na uniwersytecie Stanford w 2005 r. Przytaczał on tam historię ze studiów, dotyczącą jego udziału w zajęciach z kaligrafii. Zajęciach, które były dla niego fascynujące, ale w tamtym czasie zupełnie do niczego nieprzydatne. Jednak 10 lat później, kiedy już w Apple tworzono pierwszego Macintosha, ta wiedza wróciła. I w końcu kropki się połączyły. To, czego dowiedział się i doświadczył na tych zajęciach, legło u podstaw tego, jak wyglądały czcionki w pierwszych komputerach osobistych Apple. Powstały one dzięki wcześniejszym doświadczeniom. Ten pomysł nie pojawił się w jego głowie nagle. On dojrzewał. I czekał na sprzyjające okoliczności.

Dlatego nie frustruj się, jeśli na zawołanie nie wpadasz na przełomowe pomysły i rozwiązania. To zupełnie normalne. Nie daj się zwieść stereotypowi eureki. Zbieraj za to doświadczenia i wiedzę. Bądź uważny i obserwuj świat. Nigdy nie wiesz, kiedy te kropki połączą się w całość w formie ciekawego pomysłu.

Kreatywność to dar dla… wytrenowanych

Nie. To nie jest dar dla wybranych. To dar, który ma każdy z nas. Dowód? Przypomnij sobie jak byłeś dzieckiem. Jak odkrywałeś świat, jak pytałeś i kwestionowałeś wszystko wokół. Jak ze zwykłego patyka potrafiłeś uczynić najlepszy miecz na świecie. Jak rzeczy wokół miały osobowość, a świat pełen był możliwości. To właśnie kreatywność w czystej postaci. Pamiętasz ten czas?

Istnieje duże ryzyko, że słabo. To dlatego, że przez kilkanaście lat formalnej edukacji skutecznie cię do bycia kreatywnym zniechęcono. Doskonale ujął to sir Ken Robinson w swojej prezentacji z TED zatytułowanej „Jak szkoły zabijają kreatywność”, którą zdecydowanie polecam.

Nie zmienia to jednak faktu, że jesteś kreatywny. Tylko czasami albo o tym zapominasz, albo twoje otoczenie nie do końca wspiera w tobie tę kompetencję. Warto ją zatem ćwiczyć.

Da się to robić. Zwłaszcza jeśli potraktujemy kreatywności jak każdą inną kompetencję (czyli rodzaj naszej aktywności), której się uczymy, tak jak np. ruchu i mowy. Skoro trenujemy pamięć, to dlaczego nie mielibyśmy trenować kreatywności?

Dowodów na to, że jest to możliwe, dostarczają m.in panowie Leritz i Mufford, którzy w 2005 r. opublikowali wyniki analizy ponad 70 badań twórczości, stwierdzając, że trening twórczości działa i m.in.:

  • ▶ wspiera rozwój umiejętności twórczego rozwiązywania problemów,
  • ▶ zwiększa częstotliwość podejmowanych działań twórczych,
  • ▶ wyrabia pozytywne postawy wobec działań twórczych.

Zatem przekonanie o tym, że nie jesteś kreatywny i już nic nie da się z tym zrobić, możesz zdecydowanie odłożyć na półkę i zabrać się do pracy nad rozwojem tej kompetencji.

Tęgie głowy mają nie tylko eksperci

To kolejny, powtarzany w kółko mit. Zakłada on, że aby powstały wartościowe pomysły i rozwiązania, to powinni nad nimi pracować sami eksperci i specjaliści w danej dziedzinie.

Otóż nie. Okazuje się bowiem, że wielokrotnie to właśnie totalni nieeksperci dostarczają najciekawsze rozwiązania i pomysły.

Świetnym przykładem jest tutaj serwis otwartej innowacji (ang. open innovation) innocenitve.com, który wykorzystuje wiedzę i doświadczenie tzw. tłumu. Polega to na tym, że firma X publikuje na stronach serwisu konkretne wyzwanie biznesowe lub problem (oraz informację, ile skłonna jest zapłacić za ciekawe rozwiązanie), a następnie zalogowani w serwisie użytkownicy z całego świata proponują swoje rozwiązania. Skutkuje to na przykład tym, że najlepsze rozwiązanie problemu globalnego koncernu chemicznego zgłasza pracowniki salonu samochodowego z drugiego końca świata. Koncern to rozwiązanie kupuje i wdraża. I okazuje się, że wcale nie potrzeba aż sztabu tęgich głów w dziale badań i rozwoju.

Dopóki nie spróbujesz, nie będziesz wiedział

Fajne, ale się nie da – to jeden z moich ulubionych stereotypów, powtarzanych jak mantra przez uczestników szkoleń, warsztatów i spotkań. Ma bardzo wiele odmian. Najbardziej popularne to m.in.:

  • ▶ U nas to się nie uda.
  • ▶ U nas to nie przejedzie.
  • ▶ My (albo nasi klienci) jesteśmy (są) specyficzni.
  • ▶ U nas tak się robi, od zawsze robimy to w ten sposób.

Kiedy to słyszę, odpowiadam jednym pytaniem: Skąd wiesz, próbowałeś?

– „No nie, ale wiem, bo u nas tak jużjest” – pada odpowiedź.

Nie wiesz. Dopóki nie spróbujesz, to nie wiesz. Takie jest moje zdanie.

Kiedy zaczynałem TEDx w Lublinie, to usłyszałem, że to się u nas nie da. Bo to Polska B, bo nikt się tym nie zainteresuje, bo ludzie nie są na to gotowi etc. Nie posłuchałem. I postanowiłem, że spróbuję. Na szczęście.

Okazało się bowiem, że na pierwszy lubelski TEDx dostaliśmy cztery razy więcej zgłoszeń niż mieliśmy miejsc. A dziś TEDxLublin to wciąż rosnąca społeczność ponad 2500 osób. To także osiem zrealizowanych wydarzeń. To ponad 25 firm i instytucji zaangażowanych do współpracy. To 32 prelegentów, którzy wystąpili podczas naszych spotkań. To wyjątkowy zespół wolontariuszy, z którymi pracuję. To nagroda Prezydenta Miasta Lublina za najlepszą inicjatywę 2013 r. w kategorii „Społeczność lokalna”. To także stypendium TED i Fundacji Billa i Melindy Gates, które otrzymałem jako pierwszy w 30-letniej historii TED. Polski organizator. A podobno u nas się nie da?

Zapomnij o mitach i stereotypach i próbuj!

Tylko i aż tyle. Jeśli masz pomysły na jakieś działanie lub rozwiązanie czy ulepszenie, to je wypróbuj. Najwyżej się wycofasz, jeśli nie zadziałają. Ale wtedy będziesz to faktycznie wiedział.

 
 

Piotr Wojciechowski, konsultant i facylitator w zakresie kreatywnych metod pracy m.in. service design. Inicjator i koordynator TEDxLublin.
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

 

Serwis wykorzystuje pliki cookies w celu ułatwienia Państwu korzystania z naszych stron, a także w celach statystycznych i reklamowych.
Ustawienia dotyczące zapisywania przez stronę plików cookies możecie Państwo sprawdzić i zmienić w ustawieniach używanej przeglądarki.

Wiem, Zamknij