Start MwP Błąd 503 i kampania zatopiona
Drukuj

Błąd 503 i kampania zatopiona

Robert Paszkiewicz

ilustracja do artykułu z miesięcznika Marketing w Praktyce

Kiedy statystyki ruchu na stronie internetowej informują cię o skokowym przyroście klientów i słyszysz już pierwsze wyrazy uznania kolegów, nagle na ekranie komputera pojawia się komunikat „błąd 503”. W tej chwili zaczyna się zły sen marketera.

Na początku był pomysł – nieszablonowy, oryginalny i w ciekawy sposób prezentujący promowany przez markę temat. Potem przyszedł czas na projekt, który miał przyciągnąć uwagę grupy docelowej i sprawić, że jej członkowie zdecydują się wziąć udział w konkursie, polubić profil społecznościowy, skorzystać z oferty promocyjnej. Następnie skuteczna prezentacja pomysłu zarządowi, zawierająca wskaźniki ROI (zwrot z inwestycji) i CAC (koszt pozyskania klienta). Wreszcie realizacja od strony technicznej i start akcji.

Kiedy brakuje mocy

W momencie, kiedy statystyki ruchu na stronie internetowej informują cię o skokowym przyroście klientów (zgodnie z planem) i słyszysz już pierwsze wyrazy uznania kolegów, nagle przed twoimi oczami, na ekranie komputera pojawia się komunikat: „Błąd 503”. W tej chwili zaczyna się zły sen marketera. Precyzyjnie budowana strategia i wiele tygodni pracy zostaje zniweczonych przez prosty błąd: brak dostępu do usługi w witrynie internetowej. Użytkownicy nie mogą wejść na stronę, nie mogą wykonać czynności, do których zostali zachęceni wcześniejszymi działaniami i komunikatami. Zaczynają się zniechęcać i powoli odpływają z witryny.

Skąd wziął się ów brak usługi? Ponieważ zabrakło odpowiedniej mocy obliczeniowej po stronie usługodawcy. Zainteresowanie było tak duże, że system komputerowy nie nadążył z udostępnianiem strony potencjalnym klientom. Twój pomysł, plan, realizacja, zadziałały tak dobrze, że ściągnęły kłopoty. To dlatego nowoczesny marketing musi znać się na nowoczesnym IT: ryzyko wystąpienia podobnej awarii, skutkującej przerwą w dostępie do materiałów lub formularza transakcyjnego, nie może być lekceważone przez żadnego twórcę kampanii internetowej.

Cykl życia kampanii internetowej

Kampanie marketingowe kierowane do użytkowników internetu cieszą się zmiennym zainteresowaniem na poszczególnych etapach. Najbardziej intensywnymi momentami ich cyklu życia są początek i koniec. Początek: wiele osób od razu reaguje na ofertę lub zachętę. Koniec: wiele osób czeka na ostatni dzwonek, żeby skorzystać z oferty. Znaczący wzrost liczby wyświetleń strony internetowej lub pobrań aplikacji występuje również często w momentach, gdy zdecydujemy się na zakup i uruchomienie dodatkowych narzędzi promocyjnych. Jest to widoczne zarówno w kampaniach prowadzonych w mediach społecznościowych, gdzie budżet wpływa na częstotliwość wyświetlania posta, jak i w kampaniach stron internetowych, w których od budżetu zależy skala promocji poprzez działania SEM. Takie wzrosty zainteresowania oznaczają większe obciążenia sieci oraz głównego komputera (serwera), na którym znajduje się strona internetowa projektu. Każde wejście na stronę oznacza bowiem uruchomienie pewnej puli zasobów (pamięci komputerowej i mocy procesora), żeby odebrać żądanie wyświetlenia strony z urządzenia użytkownika, przygotować odpowiednie pliki, formularze, schematy, a następnie przesłać je do urządzenia użytkownika, aby je mogło wyświetlić na ekranie. Tysiące wejść klientów na stronę w tym samym momencie oznacza, że na serwery przychodzą tysiące zapytań i uruchamiają się tysiące osobnych procesów przygotowania i wysłania plików. Jeśli ruch nie przekracza założeń, które przyjęła firma obsługująca projekt, wszystko działa jak należy. Ale gdy ruch przekracza założenia, wtedy serwer nie nadąża uruchamiać osobnych procesów dla nowych klientów – wtedy wysyła domyślny komunikat „Błąd 503”. Usługa chwilowo niedostępna. Przyjdź za chwilę. Akurat… klienci nie lubią przecież czekać.

Dlatego właśnie ciągłość działania projektów internetowych jest równie istotna, co poprawne zaprojektowanie oferty czy komunikatów zachęcających klientów. Twórcy internetowych kampanii marketingowych mają do wyboru kilka modeli zbudowania usług serwerowych, aby zapewnić ciągłość dostępu do strony lub aplikacji, a jednocześnie zmieścić się w budżecie. Trafny wybór bezpośrednio wpływa na powodzenie projektu i w efekcie, na wzrost zainteresowania klientów produktem lub oferowaną usługą.

Czy własna infrastruktura serwerowa?

Zakup własnych serwerów wiąże się przede wszystkim z dużymi wydatkami finansowymi na starcie oraz w terminie późniejszym, kiedy pieniądze są potrzebne na obsługę tej inwestycji (konserwację, wymianę urządzeń itp.). Model ten nie sprawdza się najlepiej w kampaniach marketingowych, gdyż jest mało elastyczny. Zamówienie, montaż i testy dodatkowych serwerów trwają długo (czas liczony w godzinach lub dniach), podczas gdy wzrosty zainteresowania klientów pojawiają się w skali minut.

Maksymalna kontrola nad posiadaną infrastrukturą, największe bezpieczeństwo i uniezależnienie się od zewnętrznego dostawcy to najczęściej wymieniane korzyści tego modelu infrastruktury serwerowej dla potrzeb marketingu. To jednak kosztuje – i to kosztuje naprawdę niemało. Koszty te ponosi albo bezpośrednio firma, albo agencja marketingowa, jeśli to ona zapewnia zasoby pod kampanię internetową. W takim przypadku to właśnie na agencji spoczywa obowiązek zapewnienia ciągłości działania strony lub aplikacji. Oczywiście, można zatrudnić w tym celu zewnętrznego, wyspecjalizowanego dostawcę. Czasem się to przydaje, gdy zewnętrzni dostawcy oferują usługi dodatkowe, np. ochronę przed atakami hakerskimi lub wirusami. Jest to jednak kolejny koszt, który trzeba uwzględnić w budżecie przedsięwzięcia.

Zakup chmury

Zakup chmury oznacza, że stajemy się właścicielem danej mocy obliczeniowej, którą możemy wykorzystać do realizacji naszych projektów, a nie fizycznych serwerów. Można to sobie wyobrazić jako specyficzny outsourcing, nieco podobny do dawnego modelu wypożyczania kopiarek Xeroksa (opłata za wydrukowaną stronę, nie za urządzenie) i silników Boeinga (opłata za godzinę pracy silnika, nie za sam silnik). Z tą różnicą, że liczby kopiarek i silników nie można szybko zwiększyć i zmniejszyć w zależności od chwilowych potrzeb. Chmura informatyczna natomiast pozwala na takie szybkie zmiany. Dzięki temu działy marketingu i IT mogą dopasować posiadane zasoby oraz koszt ich używania do zainteresowania klientów. Standardem rynkowym jest rozliczanie takich usług w modelu godzinowym, choć czasem warto sprawdzić także ceny abonamentu miesięcznego, zwłaszcza dla projektów kwartalnych lub półrocznych. Proces ten można porównać do zwiększania lub zmniejszania stawek CPC w reklamach AdWords.

Co bardzo istotne, w chmurze płacimy tylko za wykorzystane zasoby, dzięki czemu możemy precyzyjnie liczyć koszty naszej akcji marketingowej, czyli wskaźnik ROI. Jest to niezwykle pomocne, gdy przygotowujesz raport dla przełożonych dotyczący kosztów kampanii marketingowej lub gdy nagle, z jakiegoś powodu, trzeba przerwać kampanię.

Ważnym aspektem przy korzystaniu z zasobów w chmurze i współpracy z dostawcą takiej usługi jest kwestia ochrony danych osobowych. Warto sprawdzić, czy nasz dostawca wskazuje miejsce, gdzie dane będą przechowywane. Dla części zleceniodawców obligatoryjnym warunkiem jest, aby dane znajdowały się na terenie Unii Europejskiej. Dodatkowo, jeśli klient wymaga, aby jego dane znajdowały się tylko na jego serwerach, warto zaproponować rozwiązanie chmury dedykowanej.

Plusy i minusy serwerów dedykowanych

Serwery dedykowane znajdują się pomiędzy chmurą dostawcy a własną infrastrukturą serwerową firmy/agencji. Podobnie jak chmura obliczeniowa, serwery dedykowane są zewnętrzną usługą dostawcy. Nie są one zlokalizowane w siedzibie firmy i to dostawca usługi dba o ich bezpieczeństwo, serwis, prawidłowy dostęp do sieci internetowej czy wymianę komponentów w razie potrzeby. Firma wykupuje z góry określoną pulę zasobów (moc procesorów, pamięci, powierzchni dysków twardych na dane), które są udostępniane z wydzielonego serwera, dostępnego wyłącznie dla tego jednego klienta.

Miesięczny model rozliczenia serwerów dedykowanych sprawia, że można powiększyć usługę, gdy serwer okaże się być za słaby lub odbiór kampanii będzie większy niż przewidywano, lub ją zmniejszyć, gdy okaże się zbyt mocny lub kampania przyjmie się słabiej niż zakładano. Niestety, włączenie dodatkowych serwerów do obsługi danej kampanii wymaga odpowiedniego zaprogramowania systemu przez dział IT po stronie firmy i/lub agencji marketingowej przed startem kampanii. W przeciwnym wypadku, mimo że samo zakupienie i dostarczenie serwera przez dostawcę nastąpi szybko (nawet w kilka minut), to dużo więcej czasu może zająć faktyczne włączenie go do spójnego działania z pozostałymi zasobami w ramach danej kampanii. O ile bowiem w chmurze publicznej standardem jest brak zobowiązań, o tyle przy chmurze dedykowanej niewielu dostawców oferuje rozwiązania krótkie, np. na miesiąc. Przykładem dostawcy, u którego możemy uruchomić usługę dedicated cloud bez zobowiązań, jest OVH.

Marketing musi rozmawiać z IT

Podczas planowania akcji marketingowej z użyciem narzędzi internetowych warto zorganizować spotkanie z działem IT. Na takim spotkaniu trzeba powiedzieć, co jest dla nas najważniejsze i czego się spodziewamy. Na to specjaliści IT przedstawią możliwości zbudowania infrastruktury informatycznej (serwerów, sieci, dysków twardych), która w sposób wydajny i bezpieczny obsłuży kampanię. Może się np. okazać, że dobrym pomysłem będzie podzielenie systemu na kawałki: na jednym serwerze zostaną umieszczone dane częściej oglądane przez klientów, a na drugim serwerze – dane wyświetlane rzadziej. Całość można ze sobą połączyć tak, że w efekcie uzyskamy jeden, spójny system.

Klienci interaktywnych agencji marketingowych są coraz bardziej świadomi jakości i chmura nie kojarzy im się już tylko z powszechnie komunikowanym cięciem kosztów. Są oni w stanie zapłacić więcej, jeśli będą przekonani, że określone rozwiązanie zapewni faktyczne bezpieczeństwo kampanii, niezależnie co się podczas niej wydarzy.

Jeśli chcemy zarobić dziesiątki i setki tysięcy, jeśli mamy do wydania dziesiątki i setki tysięcy na reklamę, to czy warto ryzykować utratę tych pieniędzy przez zbyt oszczędne podejście do tematu IT? Twórcy niejednej kampanii poczuli nieprzyjemny dreszcz, gdy na ekranie wyskoczył im złowieszczy „Błąd 503”. Na szczęście można się przed nim zabezpieczyć.

 

ARTYKUŁ Z WYDANIA DRUKOWANEGO

 
 

Robert Paszkiewicz, dyrektor marketingu i sprzedaży w firmie OVH, dostawcy nowoczesnych rozwiązań i zasobów informatycznych.
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

 

Serwis wykorzystuje pliki cookies w celu ułatwienia Państwu korzystania z naszych stron, a także w celach statystycznych i reklamowych.
Ustawienia dotyczące zapisywania przez stronę plików cookies możecie Państwo sprawdzić i zmienić w ustawieniach używanej przeglądarki.

Wiem, Zamknij